Internet, IT, SEO, Finanse, Design w przystępny sposób

Strona główna > Biznes > Stacja kontroli pojazdów przyjacielem zmotoryzowanych

Stacja kontroli pojazdów przyjacielem zmotoryzowanych

Piątek 4 września 2015, przez Marcin Marc

Jeśli jesteś posiadaczem własnych czterech kółek z pewnością niejednokrotnie miałeś okazję wizyty w jednej ze stacji kontroli pojazdów. Co więcej - jeśli jesteś młodym kierowcą i jeszcze o tym nie wiesz - co najmniej raz w roku masz obowiązek odwiedzić takie miejsce, aby zbadać stan swojego pojazdu i uzyskać formalne zapewnienie, iż może on z pełną odpowiedzialnością uczestniczyć w ruchu drogowym. No chyba, że jesteś szczęśliwym posiadaczem auta, które dopiero co wyjechało z salonu - wtedy takie odwiedziny zaliczysz znacznie później.

Przyjmijmy jednak, że po raz pierwszy stajesz przed koniecznością odwiedzenia firmy, jaką jest stacja kontroli pojazdów. Wjeżdżasz w jej bramę, mkniesz przez plac, aż stajesz u drzwi do wnętrza stacji. po chwili przychodzie do Ciebie sympatyczna Pan diagnosta, który z uśmiechem na ustach przekazuje Ci informację, iż drzwi zaraz się otworzą, więc musisz wjechać do środka, gdzie rozpocznie się badanie. Jeśli nigdy wcześniej nie widziałeś wnętrza takiej stacji przygotuj się na mały szok - wewnątrz, przez środek podłogi przebiega dość głęboka dziura, czyli kanał diagnostyczny, umożliwiający zajrzenie pod spód auta bez konieczności jego podnoszenia.

Dla mniej wprawnych kierowców, a do takich często zaliczają się świeżo upieczeni posiadacze prawa jazdy, może to stanowić nie lada wyzwanie. Zachowując jednak spokój i powoli, lecz uważnie sterując swoim autem można bez problemu wjechać do środka i ustawić pojazd we wskazanym miejscu.

Pamiętajmy - będąc wewnątrz stacji diagnostycznej stosujmy się ściśle do poleceń badającego, gdyż w przeciwnym wypadku możemy doprowadzić do uszkodzenia samochodu. Jeśli więc usłyszymy polecenie "wrzucić luz", zróbmy to niezwłocznie, gdyż najprawdopodobniej stoimy autem na urządzeniu, które samo wprawi w ruch koła samochodu, w celu zbadania poprawności działania układu jezdnego i hamulcowego. Jeśli luzu nie wrzucimy, ryzykujemy uszkodzeniem skrzyni biegów.

Innym urządzeniem, jakie z pewnością będzie badało nasze auto będzie ruchoma platforma, która po wjechaniu na nią kołami symuluje warunki i oddziaływanie, jakie zachodzi w momencie pokonywania zakrętów i wykonywania skrętów.

Diagnosta zajrzy tez z całą pewności do komory silnika, aby stwierdzić czy auto oby nie gubi płynów eksploatacyjnych i nie dymi nadmiernie. Zajrzy także pod spód auta, by zobaczyć w jakim stanie znajduje się płyta podłogowa, elementy zawieszenia, układ amortyzacji czy też opony.

Pamiętajmy o jednym - diagnosta nie jest naszym wrogiem. To, że wnikliwie bada nasze auto nie jest tylko przejawem obowiązków, jakie na stacje kontroli nakładają przepisy prawa. W ten sposób dba on przecież o bezpieczeństwo nasze i innych uczestników ruchu drogowego. Nie miejmy więc do niego pretensji, że znalazł usterkę, od usunięcia której uzależnia wydanie pozytywnego wyniku badania.

Wybierajmy się na badanie techniczne także przynajmniej kilka dni wcześniej, niż wynikałoby to z ważności poprzedniego badania. Unikniemy w ten sposób sytuacji "uziemienia" samochodu, wskutek stwierdzenia usterki, której naprawa potrwa kilka dni, co w rezultacie uniemożliwi nam formalnie przyjechanie autem na własnych kołach na ponowne badanie.

Dziękujemy za pomoc w przygotowaniu artykułu firmie RS CAR z Oświęcimia.